Kiedy należy powiedzieć „Dość!”

Dzieci funkcjonują „na kredyt” przez przynajmniej ćwierć swego jestestwa, opróżniając rodzicielskie portfele szybko, zgrabnie i bez żenady. Oprócz stereotypowych wydatków z tutułu edukacji, przyodziewka, prowiantu, dachu nad głową oraz kieszonkowego, współczesna latorośl wymaga gadżetów plus rozrywek, przy czym takowe potrzeby rosną nie wprost proporcjanalnie do upływu lat, ale parabolicznie, bez względu na domowe dochody, wskaźniki inflacyjne, klimaty polityczne w kraju czy wręcz wojny światowe.

Czytaj dalej …

Kiedy nie można powiedzieć „Dość!” (Część II)

Skąpany w szczodrobliwości oraz tolerancyjności ojca, Jacek śmigał ze zwinnością rybki z zatoczki do zatoczki rozwojowej, niesiony nurtami samostanowienia. Przepłynął rześko akademicki akwen i wychynął na lądzie dorosłości wciąż nie będąc pewnym, czym chce się parać, o co właśnie chodziło! Był niby ten rozbitek na bezludnej wyspie, sondujący teren, zabiegający o przetrwanie, planujący starannie przyszłość, a nade wszystko odkrywający siebie. Wówczas, po lustracji okolic i sumiennej medytacji, postanowił kontynuować studia w celu zdobycia, za jednym zamachem, tytułu MBA (Master of Business Administration – magister zarządzania). Tata już zacierał rączki mniemając, że wydatki na uczelnię niedługo przejdą do historii, a tu masz babo placek! Mimo wszystko nie rozpaczał, albowiem Jacek sam podjął decyzję przebrnięcia przez żmudne, dodatkowe szkolenie. Grzesio widział, słyszał i czuł, że syn pragnął stanąć w szeregach kapitalistów wysokiego kalibru, przeto nie oponował – entuzjastycznie przyklasnął, zapewniając sfinansowanie przedsięwzięcia.

Czytaj dalej …

Kiedy nie można powiedzieć „Dość!” (Część I)

Największym wyzwaniem dla rodzica jest przekonanie dziecka do zrobienia czegoś, czego dziecko zrobić nie chce, ale tak, aby dziecko jednak widziało potrzebę realizacji wrednego zadania, a potem odczuło satysfakcję z uwagi na posłuchanie rodzica.

Grzesio strawił większość swojego życia nad roztrząsaniem, jak wzbudzić w swoim synu Jacku podobną dyscyplinę, czyli jak błysnąć ojcowskim autorytetem efektywnie i bez wszczynania awantur. Misja to była nie lada ze względu na różnorakie wpływy, które wręcz naturalnie przeciwdziałały osiągnięciu celu: cechy osobiste Grzesia oraz ogólnie znane symptomy okresu dorastania.

Czytaj dalej …

Nowy rok (Część I)

Nowy rok - Część I

Kiedy podjął decyzję?

Odizolowany, inspirujący, pobudzający do akcji czynnik sprawczy nie istniał – było tylko guzdralskie, acz niezłomne dojrzewanie do postawienia już dawno zaplanowanego kroku. Proces metamorfozy idei w wykonalne zadanie był wręcz spontanicznym zjawiskiem, podobnym rozkwitowi kwiata, którego płatki wystrzeliwują samoistnie z uścisku pąka przy sprzyjającej aurze. Ignorując życzenia tudzież intencje rośliny, skomplikowany zespół odziaływań ekologicznych opóźnia lub przyśpiesza stadium pełnej glorii, dyktuje chwilę ucieczki z pułapki nonsensownej wegetacji w formie paskudnej gałki. Zarówno kierunek i efekt końcowy przemian zależy jednak od zakodowanych w DNA cech, bowiem kolczasty kaktus nigdy nie przybierze wyglądu smukłego tulipana, a z pewnością nie skusi wonnością nadobnej róży.

Czytaj dalej …

Na słonia, czyli podryw po afrykańsku

Podryw na słonia

Każdy rodzic staje przed niewygodnym i krępującym zadaniem wyeksplikowania dziecku kwestii poczęcia. Nadchodzi nieuchronnie chwila, gdy bzdurne opowieści o bocianach nie wystarczają. Na domiar złego, internet pozwala brzdącom informować się nawzajem z szybkością światła, wymieniać interesujące linki oraz oglądać rzeczy na żywo, a nie na infantylnych obrazkach. Zamiast tradycyjnych gawęd wprowadzających o motylkach czy kwiatkach, milusińscy wpadają na witrynę z filmikami o najwyższej jakości, które przedstawiają pary bądź grupki kopulujące w pozycjach akrobatycznych, w deszczu wytrysków o impecie gejzerów.

Czytaj dalej …

Bić albo nie bić? (Część II)

Bić albo nie bić?

Na paluszkach wkradł się do sypialenki Jacka.

Na łóżeczku majaczyła skulona figurka w pogniecionych, kolorowych ciuszkach. Brudne stópki, włoski w nieładzie, półotwarta buzia, spuchnięta twarzyczka, zmoczona poduszka – ilustracja tryumfu wdrożonych technik wychowawczych. Natężenie emocjonalne sceny powaliłoby na kolana Herkulesa.

Czytaj dalej …

Bić albo nie bić? (Część I)

Bić albo nie bić?

Grzesio został niedawno zamieszany w wirtualną awanturę blogowiczów. Poszło o kary cielesne dla dzieci. Gdyby nie separacja polemistów internetowymi kablami, doszłoby niechybnie do mordobicia z rozlewem krwi.

Wścibił nos w zażartą dyskusję ponieważ zauważył (o zgrozo!), że istnieją ludzie popierający grzmocenie malusińskich celem „wpojenia moresu”, „zdyscyplinowania”, „przykręcenia śruby” itd. Wychwalano klapsy, podobno nieszkodliwe i wysoce korzystne. Uderzanie otwartą ręką ponoć rozgrzesza rozjuszonego rodzica, który mógłby zastosować konkretniejszą przemoc (ciosy kułakiem, kopy butem, okładanie łopatą, rąbanie siekierą), ale poprzestał na lekkim chlastaniu, właściwie dotykaniu, wręcz masażu.

Czytaj dalej …

Sztuka wojny

Sztuka wojnyTata był Grzesia herosem, nieskazitelnym wzorem manier tudzież idei. Cokolwiek powiedział bądź uczynił, synek albo wiernie powtarzał, albo wchłaniał jako absolutną matrycę światopoglądową.

Zamiast używać wulgaryzmów w formie przecinków, ojciec zakrapiał wywody słowem „rozumiesz”: „Sytuacja wymaga analizy, rozumiesz.”; „Nie potrafię, rozumiesz, natychmiast przyjechać. Muszę wpierw zatankować, rozumiesz.”. Paradoksalnie, pomimo niejako indagującego charakteru frazy, zdania wcale nie brzmiały pytająco, lecz wręcz odwrotnie – oznajmiały fakty, podkreślając zero negocjacyjnych szans rozmówcy.

Grzesio kopiował nutę i fizjonomię starego, gdy na podwórku bawił się z dziećmi w piaskownicy. Przybierając poważną minkę, cedził: „Zrobimy babeczkę, rozumiesz.”; „Kopiesz, rozumiesz, za mocno. Złamiesz łopatkę, rozumiesz.”. Narzucanie akceptacji zgrabnym zwrotem imponowało malcowi – wszak gaworzył w stylu stanowczego gościa!

Czytaj dalej …

Być

Ojciec i synDoniesienia z jackowego frontu nauki należały komunikatów raczej mętnawych, okazyjnie ździebko niedorzecznych. Ojcowskie przwrażliwienie?

Grzesio studiował w Polsce w latach 80. Stosowana wówczas skala ocen od 2 do 5 pozwalała na efektywne poszufladkowanie produktywności uczniów:

  • nieuk (niedostateczny) – dwója (2);
  • aby-aby (dostateczny) – trója (3);
  • w miarę (dobry) – czwóra (4);
  • w sam raz (bardzo dobry) – piątka (5).

Czytaj dalej …

Odpowiedzialność

Jaki tata, taki syn!Jacek siedział przy biurku, zatopiony po uszy w tworzenie projektu wielkiej imprezy uniwersyteckiej. Był to okres wakacji, co czyniło poświęcenie dla uczelni tym bardziej chwalebnym.

Grzesio spozierał ukradkiem na chłopaka z rozpierającą dumą. Proszę, proszę! Inne studenty piją, łażą jałowo po mieście, zażywają narkotyki, impulsywnie kopulują z kimkolwiek bez względu na wiek, płeć, rasę, ewentualnie gatunek, zaś jego latorośl oddaje się zadaniom poważnym! Społeczny duch uniesie smyka do klasowego olimpu!

Telewizor wyłączony, hity pop bądź (o zgrozo!) rap nie mącą ciszy, świeże powietrze przewiewa chałupę, ptaszki ćwierkają w ogrodzie – idylliczna atmosfera, sprzyjająca odpowiedzialnym posłaniom: syn pisze propozycję trzydniowych obchodów akademickich, natomiast ojciec czyta książeczkę filozoficzną.

Czytaj dalej …