Vive la France! (Część II)

Vive la France!Od samego rana, ku osłupieniu Jacka, tryskał optymizmem, humorem i energią. Zafundował latorośli garnitur, woził taryfami (co tam metro!), sypał dowcipami – nad wyraz szczodrobliwy stary o swawolnym usposobieniu!

Po zmierzchu zalecił, nieoczekiwanie, relaks na kwaterze. Dlaczego tak fanatycznie ganiają po aglomeracji? Należy rozluźnić członki, pogadać, oglądnąć śmieszne kawałki na YouTube. Syn nie protestował, bo dostał konfekcję za frajer.

Nie minęła minuta od powrotu, gdy Grzesio pierzchnął do łazienki z laptopem zakamuflowanym pod pazuchą. Tam, siedząc na klozecie, rozdygotany z przejęcia, rozwarł wrota wirtualnego sezamu lubieżności.

Czytaj dalej …

Vive la France! (Część I)

Vive la France!Paryż!

Grzesio rozpłaszczał nos na szybie okna samolotu, wypatrując wieży Eiffla. Lądowali w styczniu o piątej rano, więc oprócz morza światełek nie zobaczył nic. Jego syn Jacek obojętnie gapił się przed siebie, niczym przedsiębiorca przybywający po raz setny do Europy na biznes. Udawał światowca pełną gębą.

Na lotnisku Charles de Gaulle odbyli wpierw półgodzinną włóczęgę do miejsca odbioru bagażu. Sądzili, że zmylili drogę, lecz reszta pasażerów wytrwale ciągnęła kupą w jednym kierunku. Klnąc od czasu do czasu i opadając z sił, podążali w zbitej, ludzkiej masie – przecież wszyscy nie mogli zbłądzić!

Czytaj dalej …