Listy do Polski 21: „Polish brand”

Kochani Rodacy!

Nacja amerykańska wpadła na pomysł wiecznego dobrobytu – trzeba jedynie na okrągło powiększać narodowy debet wobec prywatnych instytucji bankowych. Podobno nikt nigdy nie skuma szwidlu. Jeżeli wciąż jeszcze rozpatrujecie opcje, jak uczynić Polaków bogaczami, to receptę podaję na patelni: każda rodzina powinna skorzystać z matrycy made in USA, zatem zaciągać tyle kredytów, ile wlezie, by nie gnić niczym żebracy!

Czytaj dalej …

Listy do Polski 15: „W jedności siła!”

W jedności siła!

Kochani Rodacy!

Przywdziałem idealnie wyprasowaną koszulę, założyłem lakierki i podrałowałem zagłosować na lepszą przyszłość Polski, ponieważ straszne wieści mrożą krew w żyłach (inwazja Europy przez uciekinierów, roszczących wymagania socjalne większe niż Szwajcarzy; ignorowanie pociągów macierzystej produkcji na rzecz włoskich o komicznej nazwie; masowa rejterada młodych Polaków nawet do Indii itd.).

Czytaj dalej …

Listy do Polski 14: „Czy warto przelać krew za Polskę?”

Czy warto przelać krew za Polskę?

Ahoj ziomki kochane!

W ubiegłej korespondencji nadmieniłem refleksę, dotyczącą łączności duszy ze światem materialnym. Otóż gdy coś zostało stworzone na matrycy naszej idei, wówczas utożsamiamy się z niby głupim przedmiotem na poziomie podświadomości, bowiem stanowi on namacalną manifestację naszych myśli. Powiedzmy, wyprodukujemy fikuśny haczyk na ręcznik i natychmiast obdarzymy go sentymentem. „Krajowa robota, panie! Jaki solidny!” – wykrzykniemy, przytulając wieszaczek do piersi.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 8: „Emigranci to najwięksi patrioci”

Listy do PolskiMoi drodzy!

Jeżeli dotarliście do tego punktu korespondencji, umocniliście przekonanie o niebagatelnych blokadach, napotykanych przez powracających z zagranicy: zbyt wiele organizacyjnych łamigłówek; rodzinne koneksje; rozbestwienie wskutek lepszego wynagrodzenia; odstraszające regulacje polskie; zwykłe przyzwyczajenie.

„Ameryki nie odkryłeś, zuluski wieszczu!” – rzekniecie z przekąsem. „Toć wiadomo: apetyt rośnie wraz z jedzeniem!”

Zdaję sobie sprawę z niepraktyczności gołych refleksji. Zresztą, słyniemy z komentatorstwa, zwłaszcza sarkastycznego. Amerykanie gadają dużo, szybko, bez sensu; Anglicy krytykują z przekąsem, doznając narcystycznej satysfakcji; Niemcy jeno orzekają, klecąc dialogi pozbawione ikry. Z kolei cięty anons zioma stawia towarzystwo na baczność, budząc zdziwienie, często oburzenie, sporadycznie demolkę.

Czytaj dalej …

Gry

Gry sportowe i życioweGrzesio wparował na śniadanie pięknie wypachniony wodą kolońską WARS, w nieskazitelnym białym kitlu, ze słuchawkami nonszalancko dyndającymi na szyi. Lekarz pełną gębą, panie! Minął już tydzień od jego przylotu do kraju złotem tudzież diamentami płynącym, więc zabiegał o wywarcie przedniego wrażenia. Przecież chciał zostać szanowanym i bogatym człowiekiem, co RPA lansowało dla białych. Będzie magnatem!

Przestronną świetlicę hotelu lekarskiego podzielono na kuchnię, jadłodajnię oraz kącik wypoczynkowy, gdzie na brzegu fotela, z łokciami opartymi na kolanach, przysiadł doktor Nel. Ledwo widoczny w kłębach dymu papierosowego, z napięciem wpatrywał się w telewizor. Był nałogowym palaczem, kopcącym nawet podczas obchodów – nad łóżkami pacjentów – nie czyniąc bynajmniej żadnego zgorszenia w liberalnych latach 80.

Czytaj dalej …

Niebieski długopis

Niebieski długopis„Co poniektórzy wciąż używają niebieskich długopisów!”

Powyższe słowa wyrwały Grzesia z przyjemnych medytacji o seksownej stażystce Nicky. Na twarzy plątał mu się marzycielski uśmieszek, a w głowie powstawała spryciarska strategia uwodzicielska, gdy gruba przełożona ucięła brutalnie konstruktywne aktywności. Nie wytrzymała: musiała zaakcentować swój pożytek dla szpitala poprzez poruszenie kwestii kardynalnej, mianowicie koloru notatek doktorskich.

Czytaj dalej …

W takt muzyki

W takt muzykiI’m not in Love” sączyło się w uszy instensywnie pracującego na orbiterku Grzesia.

Przepiękne słowa, odzwierciedlające perfekcyjnie emocje nieboraka w tym właśnie okresie jego życia! „Nie jestem zakochany… Nie zrozum źle moich telefonów do ciebie… Lubię cię widywać, co wcale nie oznacza, iż wiele dla mnie znaczysz… Więc kiedy dzwonię, nie rób zamieszania opowiadając o nas swoim znajomym… Mam twoje zdjęcie na ścianie: ot, zakrywa plamę, zatem nie proś, abym ci je oddał. Sam obrazek nie ma dla mnie większego znaczenia… Nie jestem zakochany…”.

Czytaj dalej …