Kiedy należy powiedzieć „Dość!”

Dzieci funkcjonują „na kredyt” przez przynajmniej ćwierć swego jestestwa, opróżniając rodzicielskie portfele szybko, zgrabnie i bez żenady. Oprócz stereotypowych wydatków z tutułu edukacji, przyodziewka, prowiantu, dachu nad głową oraz kieszonkowego, współczesna latorośl wymaga gadżetów plus rozrywek, przy czym takowe potrzeby rosną nie wprost proporcjanalnie do upływu lat, ale parabolicznie, bez względu na domowe dochody, wskaźniki inflacyjne, klimaty polityczne w kraju czy wręcz wojny światowe.

Czytaj dalej …

Dzień w życiu Grzesia Polaka

Grzesio od rana łaził rozdrażniony, bowiem czekało go wyjaśnienie kwestii natury finansowej.

Otóż parę dni przedtem urząd skarbowy powiadomił go uprzejmie, iż zalega z podatkiem na kwotę (w przeliczeniu) około trzech tysięcy złotych. W załączniku przesłali oficjalnie wyglądający dokument upstrzony kolumnami, skrótami oraz kalkulacjami, okraszony frazeologią fiskalną nie do rozgryzienia. Rzeczą możliwą do rozgryzienia była natomiast ostatnia linijka kwitu: „Wisisz tyle a tyle”.

Wyglądało to groźnie…

Czytaj dalej …

Jak w rodzinie

Polityka stanowi ponoć sferę filozofii wyższej (jak twierdzą politycy), nieosiągalnej dla zmizerniałych mózgownic przeciętnych zjadaczy chleba, zatem Grzesio, kojarzący swe przepaści edukacyjne w zakresie dyplomacji, z reguły siedzi cichutko i nie kwestionuje rządowych pociągnięć. Zresztą po co? Przecież próby darcia kotów z aparatem władzy przyniosą jeno wstyd, bowiem pierwszy z brzegu oficjel ciśnie w człowieka nieznanym terminem, przytoczy jakiś przepis, fuknie, przytupnie, okiem łupnie, pokaże palcem drzwi. Przyjdzie wyznać skandaliczny niedostatek wiedzy, wymamrotać przeprosiny za matołowate supozycje, skulić uszy po sobie, ucieć do ciasnego mieszkanka, wcisnąć dupkę w fotelik, oglądnąć lekki filmik zajadając kukurydzą prażoną, wszorować ząbki, wskoczyć do łóżeczka, odmówić paciorek po czym zasnąć błogosławiąc farta, że w ogóle dadzą pożyć.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 27: „Jak te bursztyny na niebie”

Moi drodzy!

Jak wiecie z poprzedniej korespondencji, hulałem na wakacjach w miasteczku Corvara. Marzyłem o jakiejś pięknej Włoszce, którą znalazłem przysypaną lawiną na stokach Dolomitów. We śnie nieboraczkę ocuciłem, wygrzebałem, otrzepałem ze śniegu, napoiłem rumem, przytaszczyłem na kwaterę, pogłębiłem bajer, zaproponowałem schronisko na noc we własnym wyrze, ochoczo przy tym gwarantując, że sam prześpię się na twardej, zimnej posadzce, przykryty zaledwie ręczniczkiem. Dalszy przebieg fantazji znacie z filmów, ewentualnie z autopsji.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 26: „Moda na Polskę®”

Moda na Polskę

Kochani!

Dużo ostatnio czytuję o ZUS-ie – organizacji nie stworzonej jeszcze w RPA. Wiadomości dochodzą automatycznie, bez żadnego zainteresowania z mojej strony. Otwieram dowolną polską witrynę, a tu bach – znowuż nadają na temat ubezpieczeniowego molocha. Sprawozdania w tonie zazwyczaj niepochlebnym, z pobrzmiewającą nutką jakby goryczy czy sarkazmu. Pominę komentarze publiczne na stronach internetowych, ponieważ nie chcę splugawić listu do Was.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 20: „Masa krytyczna”

Kochani!

Nie znam Waszych predylekcji, ale ja podchodzę do oficjalnych wiadomości z pokaźną dozą sceptycyzmu. Traktuję chroniczne powątpiewanie za moją osobistą, rzadką cechę – symptom nieuleczalnego pesymizmu, odizolowującego mnie od reszty wyważonych w małej grupce tzw. spiskowców. Im więcej czytam, poznaję świat i medytuję, tym bardziej odnoszę wrażenie, że logiczna dedukcja stanowi niebezpieczeństwo bycia oznakowanym literą „K” – „Konspirator” – wypaloną na czole dla łatwej identyfikacji.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 4: „Pieniądze to wszystko (czym jesteśmy)”

Listy do PolskiWitam Was ponownie!

Najsilniejszym atutem w zażartych polemikach na temat reemigracji jest, niewątpliwie, kasa – wysoki, bo aż drugi, punkt mojej listy czynników (poczytajcie poprzednią korespondencję), decydujących o decyzji powrotu do kraju. „Toż tutej zbijom pić raza wiencej! Po kiego mom se mencyc po nyc?!” – usłyszymy.

Trudno się handyczyć z osobnikiem, jasno eksplikującym ekonomiczne uwarunkowania. Warto jednak podumać wnikliwiej o powyższej (jakże generycznej) logice – toż musi ona brać gdzieś początek.

Na pewno przyznacie mi rację, kiedy powiem: „Przeliczając wysokość gaży na złotówki, wówczas – rzeczywiście – przeciętne zagraniczne stawki godzinowe przekraczają parokrotnie te oferowane w Polsce.”. Słowem, werwa motywacyjna zarobkowych tułaczy tkwi w kursie wymiany wybranych walut, ponieważ z uciułanym grosiwem należą do szaraków w zagrodzie mocodawcy, natomiast na terenie Szwajcarii byliby beznadziejnymi golasami.

Czytaj dalej …

Dzielić się

EgoizmRodzice koleżanki Jacka posiadali piękną posiadłość, zanurzoną w morzu zieleni: egzotyczne drzewa, palmy, krzewy niebywałe, kwiaty obce dla wypranego z ekscentryzmu, postkomunistycznego Grzesia.

Pomimo trzech garaży, na podjeździe wyłożonym włoskimi, kamiennymi płytkami, mieniło się od nowych pojazdów mechanicznych. Niektóre marki znał – nie były przesadnie tanie. Grzesiowa drynda wyglądała w porównaniu jak drezyna, którą zaparkowałby swobodnie pod jedną z tych wykwintnych gablot.

Posesję okalał imponujący mur ceglasty o wysokości dwu chłopa, uwieńczony drutem nie tylko z kolcami, ale i pod napięciem. Poprzez powyginane w fikuśne kształty pręty masywnej bramy dojrzał kawałki domu: drzwi (wyglądające na dzieło sztuki), basen z wodą kryształowoniebieską, więcej niepowszednich roślin. Za wrotami warczały dwa spozierające wrogo dobermany, gotowe rozszarpać intruzów na kawałki. Psy wcinały potrawy delikatesowe, nie do zakosztowania w przeciętnej restauracji.

Czytaj dalej …

Parkingowi

ParkingowiW RPA, na nieodpłatnych miejscach postoju, wykiełkowała instyutucja pilnowaczy samochodów. Płatne parkingi, z tajemniczych powodów, noszą miano strzeżonych, pomimo ogromnych tablic z pouczeniami:

Administracja nie bierze odpowiedzialności za:

  1. kradzież całej fury;
  2. kradzież czegoś z fury;
  3. zdemolowanie fury;
  4. cokolwiek.

Poczucie bezpieczeństwa posiadacza pojazdu osobowego jest wprost proporcjonalne do ilości forsy wydanej za pozostawienie bryki na łasce losu. Ta surrealistyczna wiara („Jak zabulę, tedy nic się nie stanie!”) tworzy lukę na rynku motoryzacyjnym dla obrotnych, skłonnych czatować przy autach w punktach niestrzeżonych, czyli tam, gdzie nie panuje zorganizowany system ściągania kasy z kierowców porzucających dobytek.

Czytaj dalej …

Kwestia dobrobytu

Kwestia dobrobytu jest prosta...Grzesio-farciarz odwiedził Berno. Po pierwsze, fajnie miasto zobaczyć; po drugie, wyskoczył tam za drobnym biznesem.

Zaczęło się tak…

Parę lat temu mama uroczyście oświadczyła, iże chciałaby coś pierworodnemu wręczyć. Dzień podobny do pozostałych: ani urodziny, ani Wigilia, ani zaliczenie egzaminu, ani złamanie nogi. Zwyczajnie, siedzieli przy stoliku gaworząc, gdy ni z gruchy, ni z pietruchy, grzmotnął podniosły anons.

Grzesio spoważniał, przybrał minę uroczystą, czekał. Mama zniknęła w sypialni. Dały się słyszeć odgłosy otwieranych drzwiczek szafki, potem szelesty, następnie ciche łkanie. Po chwili położono przed nim rytualnie niewielki, brudnawy kartonik. Oznajmiono: oto największy rodzinny skarb!

Czytaj dalej …