Dzielić się

EgoizmRodzice koleżanki Jacka posiadali piękną posiadłość, zanurzoną w morzu zieleni: egzotyczne drzewa, palmy, krzewy niebywałe, kwiaty obce dla wypranego z ekscentryzmu, postkomunistycznego Grzesia.

Pomimo trzech garaży, na podjeździe wyłożonym włoskimi, kamiennymi płytkami, mieniło się od nowych pojazdów mechanicznych. Niektóre marki znał – nie były przesadnie tanie. Grzesiowa drynda wyglądała w porównaniu jak drezyna, którą zaparkowałby swobodnie pod jedną z tych wykwintnych gablot.

Posesję okalał imponujący mur ceglasty o wysokości dwu chłopa, uwieńczony drutem nie tylko z kolcami, ale i pod napięciem. Poprzez powyginane w fikuśne kształty pręty masywnej bramy dojrzał kawałki domu: drzwi (wyglądające na dzieło sztuki), basen z wodą kryształowoniebieską, więcej niepowszednich roślin. Za wrotami warczały dwa spozierające wrogo dobermany, gotowe rozszarpać intruzów na kawałki. Psy wcinały potrawy delikatesowe, nie do zakosztowania w przeciętnej restauracji.

Czytaj dalej …

Parkingowi

ParkingowiW RPA, na nieodpłatnych miejscach postoju, wykiełkowała instyutucja pilnowaczy samochodów. Płatne parkingi, z tajemniczych powodów, noszą miano strzeżonych, pomimo ogromnych tablic z pouczeniami:

Administracja nie bierze odpowiedzialności za:

  1. kradzież całej fury;
  2. kradzież czegoś z fury;
  3. zdemolowanie fury;
  4. cokolwiek.

Poczucie bezpieczeństwa posiadacza pojazdu osobowego jest wprost proporcjonalne do ilości forsy wydanej za pozostawienie bryki na łasce losu. Ta surrealistyczna wiara („Jak zabulę, tedy nic się nie stanie!”) tworzy lukę na rynku motoryzacyjnym dla obrotnych, skłonnych czatować przy autach w punktach niestrzeżonych, czyli tam, gdzie nie panuje zorganizowany system ściągania kasy z kierowców porzucających dobytek.

Czytaj dalej …

Kwestia dobrobytu

Kwestia dobrobytu jest prosta...Grzesio-farciarz odwiedził Berno. Po pierwsze, fajnie miasto zobaczyć; po drugie, wyskoczył tam za drobnym biznesem.

Zaczęło się tak…

Parę lat temu mama uroczyście oświadczyła, iże chciałaby coś pierworodnemu wręczyć. Dzień podobny do pozostałych: ani urodziny, ani Wigilia, ani zaliczenie egzaminu, ani złamanie nogi. Zwyczajnie, siedzieli przy stoliku gaworząc, gdy ni z gruchy, ni z pietruchy, grzmotnął podniosły anons.

Grzesio spoważniał, przybrał minę uroczystą, czekał. Mama zniknęła w sypialni. Dały się słyszeć odgłosy otwieranych drzwiczek szafki, potem szelesty, następnie ciche łkanie. Po chwili położono przed nim rytualnie niewielki, brudnawy kartonik. Oznajmiono: oto największy rodzinny skarb!

Czytaj dalej …