Vive la France! (Część I)

Vive la France!Paryż!

Grzesio rozpłaszczał nos na szybie okna samolotu, wypatrując wieży Eiffla. Lądowali w styczniu o piątej rano, więc oprócz morza światełek nie zobaczył nic. Jego syn Jacek obojętnie gapił się przed siebie, niczym przedsiębiorca przybywający po raz setny do Europy na biznes. Udawał światowca pełną gębą.

Na lotnisku Charles de Gaulle odbyli wpierw półgodzinną włóczęgę do miejsca odbioru bagażu. Sądzili, że zmylili drogę, lecz reszta pasażerów wytrwale ciągnęła kupą w jednym kierunku. Klnąc od czasu do czasu i opadając z sił, podążali w zbitej, ludzkiej masie – przecież wszyscy nie mogli zbłądzić!

Czytaj dalej …