Cenzor w mojej głowie

Cenzura

Cenzura powraca, rozbrzmiewając po sieci echem odbitym od zgliszczy er zaprzeszłych. Wyciska się z ekranów jako trend – AntiFejk lub AntiHejt – pozwalający na zaszczekanie modnie brzmiącym hasztagiem każdego internetowego przybłędy, głoszącego coś drańskiego.

W sukurs przychodzą giganci sieciowi, którzy albo organizują sztaby tajniaków podglądających co, kto i jak, albo programują algorytmy wyłapujące diaboliczne wpisy. Słowem, definiują różnice pomiędzy złem a dobrem. Zachęcają też użytkowników swych platform do kablowania na innych. Machina działa sprawniej niż komunistyczne służby bezpieczeństwa: podejrzanego o …izmy i …fobie zaszczuwa się ostrzeżeniami, karze ograniczeniami, a w końcu wywala na niewirtualny bruk. Niech zwija swój profil czy stronę czy kanał i idzie precz z niepostępowymi poglądami! Niech utonie w otchłani nudnego świata rzeczywistego!

Czytaj dalej …

Z boku (Część II)

Przypomniał sobie teorię z zakresu psychologii, nazywaną „Oknem Johari”, wedle której szczęście i stabilność danego osobnika rosną w miarę poszerzania się otwartego obszaru świadomości. „Otwarty obszar świadomości” oznacza ten aspekt wiedzy o sobie, która leży w domenie publicznej, i.e. czemu nikt zaprzeczyć nie może. Na przykład, wszyscy wiedzą, że Grzesio ma na imię Grzesio, a nie Zygmunt; że pracuje w zawodzie lekarza, a nie astronauty; że głowę okrywają mu włoski blond przerzedzone, a nie gęste kruczoczarne. Oprócz informacji oficjalnych, dotyczących aparycji czy zawodu, dochodzą obserwacje charakteru. Na przykład, wszyscy wiedzą, że Grzesio należy do ostrożniaków, a nie awanturników; że syna darzy miłością, a nie nienawiścią; że doskonale organizuje, ale kiepsko zarządza.

Czytaj dalej …

Z boku (Część I)

Nadszedł w końcu moment, kiedy Grzesio zorientował się w swojej bezsilności wobec przeciwności losu, bowiem nie było wręcz dnia bez złych wieści, przeszkód, opóźnień czy awantur. Osobiste cele bądź odnowę fizyczno-psychiczno-mentalno-duchową systematycznie tłamsiła nawałnica komplikacji, wobec których wizja piekła jawiła się ponętną: kąpielka w garncu z ciepłą wodą, masujące i rozgrzewające ukłucia diabelskimi widłami, czarująca atmosfera migoczących płomieni ognia, obnażone grzesznice w sąsiednich kotłach…

Czytaj dalej …

Zeromowa

Grzesio siedział w kawiarni nad prasą i pochłaniał artykuł dotyczący rosnącej liczby przestępstw w centrum miasta. Większość tekstu zajmowały zacytowane reakcje lokalnych władz, które wreszcie zauważyły kryzys, ponieważ kryminaliści zaczęli okradać sklepy z bronią w ręku w biały dzień. Im dłużej czytał, tym bardziej głupiał, bowiem nijak nie potrafił rozszyfrować kwintesencji przesłania, zakamulfowanego w oficjalnym obwieszczeniu dla rozdygotanych mas.

Czytaj dalej …

Lekarz stylu życia

Polityczna poprawność cichcem przesiąknęła piękną profesję Grzesia, nadając rozmowom lekarza z pacjentami rytm i frazeologię podobną do kurtuazyjnego szczebiotu – obdartego ze szczerości ceremoniału, wyreżyserowanego do maciupeńkich szczególików przez niewidzialnych speców od uniformizacji ekspresji werbalnych, tonu głosu, mimiki, gestów tudzież strojów. Setki regulacji reguluje rozregulowanego doktora, ażeby nie popełnił przypadkowego afrontu wobec zgłaszających się po porady cierpiących, przekształcając konsultacje medyczne w dworskie wymiany grzeczności. Obwarowane protokołami dyplomatycznymi spotkania głów państw, ewentualnie audiencje u królowej brytyjskiej, wieją tożsamą atmosferą, aczkolwiek nie zapachem.

Czytaj dalej …

Prorok

Depresja

Znowuż leży w łóżku o pierwszej nad ranem, podejmując twarde postanowienia: juro wsunie się pod kołderkę wcześniej, aby spać przynajmniej osiem godzin; zaprzestanie picia kawki bądź herbatki wieczorami; pójdzie na kurs rzucenia palenia; machnie ręką na wyroby czekoladowe; ograniczy śledzenie newsów do niezbędnego minimum; pójdzie w końcu na siłownię albo basen; ponowi lekturę utworów literackich; zadzwoni do zapomnianych, zbagatelizowanych kolegów; zacznie żłopać trzy litry wody na dobę; w miejsce burzliwej reakcji na wredne zachowanie współpracowników, zastosuje miarowe oddychanie i serdeczny uśmiech.

Czytaj dalej …

Jak w rodzinie

Polityka stanowi ponoć sferę filozofii wyższej (jak twierdzą politycy), nieosiągalnej dla zmizerniałych mózgownic przeciętnych zjadaczy chleba, zatem Grzesio, kojarzący swe przepaści edukacyjne w zakresie dyplomacji, z reguły siedzi cichutko i nie kwestionuje rządowych pociągnięć. Zresztą po co? Przecież próby darcia kotów z aparatem władzy przyniosą jeno wstyd, bowiem pierwszy z brzegu oficjel ciśnie w człowieka nieznanym terminem, przytoczy jakiś przepis, fuknie, przytupnie, okiem łupnie, pokaże palcem drzwi. Przyjdzie wyznać skandaliczny niedostatek wiedzy, wymamrotać przeprosiny za matołowate supozycje, skulić uszy po sobie, ucieć do ciasnego mieszkanka, wcisnąć dupkę w fotelik, oglądnąć lekki filmik zajadając kukurydzą prażoną, wszorować ząbki, wskoczyć do łóżeczka, odmówić paciorek po czym zasnąć błogosławiąc farta, że w ogóle dadzą pożyć.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 25: „Autentyczny renesans i postęp”

Witam Was ponownie!

Z pewnością dziękujecie mi w pokłonach za poetyczną dyrektywę w sprawie zmiany sytuacji demograficznej Polski (Kryptonim „BZYK”). W rozwiniętych gospodarczo krajach ludzie zaprzestali rozmnażania się. Podjęcie decyzji posiadania dzieci jest obecnie bardziej skomplikowane, niż postanowienie wylotu na Marsa. Przecież taki bobasek musi wcinać jedzonko, nabywać wykształcenia, posiadać gadżety. Wypadałoby również brzdąca w coś ubrać, bo na golasa wstyd pokazać sąsiadom. Ponadto ryczy, robi kupki w majtasy, łaknie kontaktu – w sumie zawraca gitarę.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 23: „Wybór”

Moi drodzy Rodacy!

Zanim przejdę do tematu z poprzedniego listu (odwiecznego falsyfikowania historii), śpieszę z pozytywnymi doniesieniami!

Czyżby służby specjalne analizowały liściki, które dla Was klecę w pocie czoła? Chyba tak, ponieważ szef MSZ, niejaki Radosław Sikorski, przekonywał 22 listopada 2013 roku (w piątek, w Senacie, w ramach zjazdu absolwentów Szkoły Liderów Polonijnych), aby rodacy powracali do kraju. Nie żartuję – wyszperałem w sieci!

Czytaj dalej …

Listy do Polski 22: „Nic nie znaczące erraty”

Kochani!

Komiczne wieści dobiegają z USA, gdzie szwindel za szwindlem wychodzą na jaw, przeciekając monotonnie do wiadomości mas. Nie zadziwia jednak fakt, że szydła wyłażą z worów niby kolce jeża, ale reakcja zmumifikowanych obywateli.

Telewizorem nie dysponuję, prasy nie czytam, ponieważ walczę o zachowanie normalności. Wysiłki unikania mass mediów spełzają na niczym – streszczenia najnowszych wydarzeń przydybią człowieka w kawiarence, w pracy, na ulicy, w ubikacji. Albo ktoś wypapla podnieconym głosem, albo afisz wykrzyknie znienacka w twarz, albo ekrany, umieszczone strategicznie w miejscach komunalnych, wysyczą prosto w ucho dzisiejsze newsy. Nie sposób uciec: siłą, podstępnie nakarmią mnie urągającą inteligencji strawą. Ciekawe, w czym przemycają leki antyemetyczne, gdyż dziwnym trafem nie wymiotuję na każdym kroku słuchając idiotyzmów. Zabunkrowanie się w kąciku to marzenie ściętej głowy: koledzy wytropią, przycisną do ściany, zaplują nowinami, zaczną żebrać o opinię na temat bzdetów. Wyeksponują erudycję, polegającą na skopiowaniu słów szemranego prezentera TV, powszechnego źródła wiedzy niezgłębionej. Wymęczą niewinnego Grzesia jak psy dziada w ciasnej ulicy.

Czytaj dalej …