Motywy

Motywy, czyli historia o porwaniuDzwonek! Grzesio w szalonym tempie rwał otworzyć drzwi. Zawsze chciał być pierwszy!

Na klatce stała ciocia Gosia. W zasadzie pani Gosia, niespokrewniona z którymkolwiek członkiem rodziny. Grzesiowi powinowactwa genetyczne nie przeszkadzały, zatem dowolny znajomy był wujkiem, znajoma zaś ciocią.

Złożyła niezapowiedzianą wizytę w celach plotkarskich. Źle trafiła: mamę przydybały popołudniowe obowiązki w szpitalu, natomiast tata nie słynął smykałkami gawędziarskimi. Niemniej jednak wykazał szczyt gościnnego kunsztu i towarzyskich ciągot: zaprosił kobietę do środka oraz zaproponował herbatkę.

Ciocia nie mogła mieć pojęcia o absencji mamy, ponieważ w tamtej odległej erze nie znano telefonów komórkowych. Ludzie komunikowali się albo pytlując, albo wrzeszcząc z okien (np. do berbeci w piaskownicy na podwórku), albo korespondencyjnie. Bogatsi szpanowali telefonami stacjonarnymi, aczkolwiek losy osobnika w przelocie pomiędzy dwiema rozmowami sieciowymi znikały w mgle tajemnicy. Rzeczywistość wypełniały nieoczekiwane wizyty, nieprzewidziane listy w skrzynce pocztowej, zaległe wiadomości transmitowane w telewizji. Informacje niezmiernie ważne przesyłano telegramami, pochłaniającymi od paru godzin do doby.

Czytaj dalej …