Listy do Polski 14: „Czy warto przelać krew za Polskę?”

Czy warto przelać krew za Polskę?

Ahoj ziomki kochane!

W ubiegłej korespondencji nadmieniłem refleksę, dotyczącą łączności duszy ze światem materialnym. Otóż gdy coś zostało stworzone na matrycy naszej idei, wówczas utożsamiamy się z niby głupim przedmiotem na poziomie podświadomości, bowiem stanowi on namacalną manifestację naszych myśli. Powiedzmy, wyprodukujemy fikuśny haczyk na ręcznik i natychmiast obdarzymy go sentymentem. „Krajowa robota, panie! Jaki solidny!” – wykrzykniemy, przytulając wieszaczek do piersi.

Czytaj dalej …

Motywy

Motywy, czyli historia o porwaniuDzwonek! Grzesio w szalonym tempie rwał otworzyć drzwi. Zawsze chciał być pierwszy!

Na klatce stała ciocia Gosia. W zasadzie pani Gosia, niespokrewniona z którymkolwiek członkiem rodziny. Grzesiowi powinowactwa genetyczne nie przeszkadzały, zatem dowolny znajomy był wujkiem, znajoma zaś ciocią.

Złożyła niezapowiedzianą wizytę w celach plotkarskich. Źle trafiła: mamę przydybały popołudniowe obowiązki w szpitalu, natomiast tata nie słynął smykałkami gawędziarskimi. Niemniej jednak wykazał szczyt gościnnego kunsztu i towarzyskich ciągot: zaprosił kobietę do środka oraz zaproponował herbatkę.

Ciocia nie mogła mieć pojęcia o absencji mamy, ponieważ w tamtej odległej erze nie znano telefonów komórkowych. Ludzie komunikowali się albo pytlując, albo wrzeszcząc z okien (np. do berbeci w piaskownicy na podwórku), albo korespondencyjnie. Bogatsi szpanowali telefonami stacjonarnymi, aczkolwiek losy osobnika w przelocie pomiędzy dwiema rozmowami sieciowymi znikały w mgle tajemnicy. Rzeczywistość wypełniały nieoczekiwane wizyty, nieprzewidziane listy w skrzynce pocztowej, zaległe wiadomości transmitowane w telewizji. Informacje niezmiernie ważne przesyłano telegramami, pochłaniającymi od paru godzin do doby.

Czytaj dalej …

Jesteś to!

Jesteś to!, czyli wpływ marketingu na wolną wolęNa ogromnym afiszu agitacyjnym, mierzącym z 6 metrów długości i około 3 metrów wysokości, umieszczonym na poziomie 2 piętra domu towarowego, widniał facet o posturze atlety, zrywający się do szaleńczego biegu z bloków startowych. Twarz odzwierciedlała chęć zwycięstwa za wszelką cenę. Wysportowane ciało było zaiste wyrzeźbione – każdy mięsień wyraźnie widoczny, napięty, lśniący. Efekt nieostrości tylnych konturów sprintera, najprawdopodobniej uzyskany poprzez użycie filtru rozmycia Photoshopa, czynił całą kompozycję bezdyskusyjnie dramatyczniejszą.

Ponad galopującym osobnikiem pokrzykiwała nazwa firmy, wypisana dużą, pochyłą, agresywną czcionką, pomykająca chyżo za sprinterem. U dołu tego artystycznego konglomeratu wył slogan: „You Are It!”.

Czytaj dalej …