Jak w rodzinie

Polityka stanowi ponoć sferę filozofii wyższej (jak twierdzą politycy), nieosiągalnej dla zmizerniałych mózgownic przeciętnych zjadaczy chleba, zatem Grzesio, kojarzący swe przepaści edukacyjne w zakresie dyplomacji, z reguły siedzi cichutko i nie kwestionuje rządowych pociągnięć. Zresztą po co? Przecież próby darcia kotów z aparatem władzy przyniosą jeno wstyd, bowiem pierwszy z brzegu oficjel ciśnie w człowieka nieznanym terminem, przytoczy jakiś przepis, fuknie, przytupnie, okiem łupnie, pokaże palcem drzwi. Przyjdzie wyznać skandaliczny niedostatek wiedzy, wymamrotać przeprosiny za matołowate supozycje, skulić uszy po sobie, ucieć do ciasnego mieszkanka, wcisnąć dupkę w fotelik, oglądnąć lekki filmik zajadając kukurydzą prażoną, wszorować ząbki, wskoczyć do łóżeczka, odmówić paciorek po czym zasnąć błogosławiąc farta, że w ogóle dadzą pożyć.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 25: „Autentyczny renesans i postęp”

Witam Was ponownie!

Z pewnością dziękujecie mi w pokłonach za poetyczną dyrektywę w sprawie zmiany sytuacji demograficznej Polski (Kryptonim „BZYK”). W rozwiniętych gospodarczo krajach ludzie zaprzestali rozmnażania się. Podjęcie decyzji posiadania dzieci jest obecnie bardziej skomplikowane, niż postanowienie wylotu na Marsa. Przecież taki bobasek musi wcinać jedzonko, nabywać wykształcenia, posiadać gadżety. Wypadałoby również brzdąca w coś ubrać, bo na golasa wstyd pokazać sąsiadom. Ponadto ryczy, robi kupki w majtasy, łaknie kontaktu – w sumie zawraca gitarę.

Czytaj dalej …

Jadwisia

Jadwisia

„Proszę pani! Proszę pani! Niech mnie pani stąd weźmie!”

Wyszlochany, przeraźliwy krzyk rozbrzmiewał jedynie w jej głowie. Głuchy wrzask; niewidzialne łzy; bezbarwna rozpacz – jałowy świat, na który została przez coś lub kogoś skazana. Niemożność wyrażenia dowolnego uczucia gestem bądź słowem stanowiła więzienie najsroższe do wyobrażenia. Nie istniała szansa na obwieszczenie wszem i wobec, co się myśli, przeżywa i zamierza, więc nie było mowy o wyegzekwowaniu reakcji – negatywnych, pozytywnych, obojętnych, byle jakich – z przewalających się przed nią tłumów.

„Proszę pana, proszę mnie stąd zabrać! Ja nie chcę tutaj…”

Czytaj dalej …

Bić albo nie bić? (Część II)

Bić albo nie bić?

Na paluszkach wkradł się do sypialenki Jacka.

Na łóżeczku majaczyła skulona figurka w pogniecionych, kolorowych ciuszkach. Brudne stópki, włoski w nieładzie, półotwarta buzia, spuchnięta twarzyczka, zmoczona poduszka – ilustracja tryumfu wdrożonych technik wychowawczych. Natężenie emocjonalne sceny powaliłoby na kolana Herkulesa.

Czytaj dalej …

Bić albo nie bić? (Część I)

Bić albo nie bić?

Grzesio został niedawno zamieszany w wirtualną awanturę blogowiczów. Poszło o kary cielesne dla dzieci. Gdyby nie separacja polemistów internetowymi kablami, doszłoby niechybnie do mordobicia z rozlewem krwi.

Wścibił nos w zażartą dyskusję ponieważ zauważył (o zgrozo!), że istnieją ludzie popierający grzmocenie malusińskich celem „wpojenia moresu”, „zdyscyplinowania”, „przykręcenia śruby” itd. Wychwalano klapsy, podobno nieszkodliwe i wysoce korzystne. Uderzanie otwartą ręką ponoć rozgrzesza rozjuszonego rodzica, który mógłby zastosować konkretniejszą przemoc (ciosy kułakiem, kopy butem, okładanie łopatą, rąbanie siekierą), ale poprzestał na lekkim chlastaniu, właściwie dotykaniu, wręcz masażu.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 7: „Ostatni gwóźdź do reemigracyjnej trumienki”

Listy do PolskiWitam Was ponownie, rodacy!

Mam nadzieję, że troszeczkę przybliżyłem Wam obraz emigranta: zdeterminowanego osobnika, nie lękającego się wyzwań na obcym gruncie, pragnącego zrealizować osobiste marzenia. Nastawienie na zwycięstwo katalizuje solidność, wyrabia przychylną opinię gospodarzy, przyśpiesza integrację. W konsekwencji nasz wędrownik adaptuje kulturowo specyficzne zachowania, po czym systematycznie przywyka do nowej realności.

Interesujący łańcuch zdarzeń, bowiem energia sterująca tkwi w psychice („Nie ustanę w trudzie! Na pewno mi wyjdzie!”), natomiast elementy środowiskowe katalizują efekty. Po prostu, obywatele krajów historycznie progresywnych, poprzez wachlarz mechanizmów (socjalnych, politycznych, ekonomicznych, edukacyjnych, prawdopodobnie genetycznych), doceniają zuchwalstwo, dynamizm i nieugiętość. W tym miejscu obalmy pewne mity o ziomkach, którzy w sprzyjających okolicznościach umieją wykazać bardzo niepolskie cechy: sumienność, pracowitość, innowacyjność, elastyczność. Ba, nawet tolerację rasową, religijną lub seksualną!

Czytaj dalej …

Maciuś (Część I)

Maciuś, czyli przyjaźń człowieka z robotemMaciuś z dziesiątego był niewątpliwie człowiekiem, mającym zasadniczy wpływ na światopoglądy Grzesia.

Maciuś emitował inność. Zacznijmy od zasadniczego ekscesu: jedyny w okolicy hodował długie włosy. Groźby czy szyderstwa nie zmusiły go do wizyty u fryzjera – w odwecie zapuszczał kędziory żwawiej. Nie wkładał też koszuli w spodnie, tylko nosił ją luźno rozpiętą w stylu gwiazdy hollywoodzkiej. Gdyby Grzesio nie ściął czupryny, albo zapałał odwagą wyciągnięcia garderoby z portek, zostałby wyrzucony na bruk, a przynajmniej skierowanoby mąciciela do kościoła na długą spowiedź.

Maciuś miał na dobitkę platfusa, zapewniającego permanetne zwolnienie z WF-u: kiedy reszta normalnonożnych latała wokół boiska z wywalonymi jęzorami, on siedział na ławeczce dyndając spłaszczonymi stopami i zajadając bułeczkę. Epizodycznie sam się zwalniał – po prostu nie przychodził do szkoły w ogóle.

Czytaj dalej …

Klocki

KlockiGrzesio tryskał dumą – syn uzyskiwał dobre wyniki w nauce, poświęcał wolne chwile dla społeczności uniwersyteckiej, jadł zdrowo, słuchał ojca.

To znaczy, na ogół słuchał ojca…

W głowie dudniło pytanie: dlaczego Jacek dostosowywał się do wybranych zaleceń, zaś inne ignorował kompletnie (subordynacja wymagała wtedy nacisku)? Grzeczne dziecię powinno (teoretycznie) respektować dowolną wskazówkę opiekuńczego rodzica – ten logiczny koncept nie znajdował odbicia w praktyce.

Babcia co roku wyglądała od Jacka wyrazów pamięci z okazji urodzin lub świąt, zaś dostawała figę z makiem. Sporadyczna korespondencja w jej w skrzynce pocztowej, wprawdzie napawająca szczęściem, była wyłącznie rezultatem biczowania syna przez ojca.

Czytaj dalej …

Słownik wyrazów obcych

Słownik wyrazów polskich, a jednak obcychMałego Grzesia nurtowały przyczyny, dla których ludzie nazywają pewne rzeczy tak, a nie inaczej.

Na przykład słowo „trzeszczeć” opisywało pewien dźwięk, wiernie go odzwierciedlając, nie mogąc potencjalnie brzmieć odmiennie. W dawnych czasach, kiedy nasi przodkowie pierwszy raz w życiu usłyszeli trzeszczące drzewo, postanowili zjawisko racjonalnie nazwać. Stali w kupie, próbując naśladować tajemniczy hałas: „szszszsz…”; „szszczcz…”; „tszszczcz…”; „cztszcztszcz…”. Syczeli i rzęzili przez zęby konkurując, kto lepiej zatrzeszczy. Każdy pragnął zdecydowanie zatrzeszczeć innych: „TSZSZ-TCZ-TCZ-CZCZ!!!”; „TCZ-TCZ-TSZTSZ-SZSZ!!!”. Naskakiwali na siebie, wybałuszali oczy, pluli w wysiłkach, trzeszczeli sobie prosto w twarze. W końcu, trzeszcząc przeraźliwie, zaczęli się tłuc dzidami o palmę pierwszeństwa. Kobiety nie miały nic do potrzeszczenia w tamtych czasach, więc spozierały dyskretnie z boku – nie śmiały zatrzeszczeć, mogąc zostać nadzianymi na oszczepy. Spór trwał do momentu wychynięcia z legowiska starszego grupy. Herszt poczłapał do kłębowiska trzeszczaków, wysłuchał uważnie poszczególnych wariantów, podumał, wydał wyrok: „TSZ-SZCZ!”. Po ciężkiej pracy, w stylu rasowego zarządcy, powrócił do biura by co rychlej zasnąć.

Czytaj dalej …

Edukacja ojca

Najcięższe zadanie syna: wychować ojcaPierwsze przebudzenie nastąpiło podczas gry w squasha.

Zawsze wygrywał z synem, będąc większym, szybszym, silniejszym. Pouczał Jacka o strategii, technice, sprzęcie – o czymkolwiek, co zasłyszał czy przeczytał. Ambicja sportowca zawiała go na przeróżne portale internetowe, gdzie oglądnął masę krótkich filmów szkoleniowych. Ćwiczył potem zażarcie podpatrzone triki. W osobistym mniemaniu, stał na piedestale oponentów nie z tej ziemi.

Pewnego sennego dnia postanowili urozmaicić nudę paroma setami squasha. Grzesio przywdział specjalne trzewiki Nike, przewiewny kostium Adidasa, następnie wyłuskał z futerału wyczynową rakietę Dunlopa i machał nią bojowo w powietrzu dla wprawy. Struny wydawały groźnie świsty, zwiastując niechybne zwycięstwo właściciela.

Czytaj dalej …