Klocki

KlockiGrzesio tryskał dumą – syn uzyskiwał dobre wyniki w nauce, poświęcał wolne chwile dla społeczności uniwersyteckiej, jadł zdrowo, słuchał ojca.

To znaczy, na ogół słuchał ojca…

W głowie dudniło pytanie: dlaczego Jacek dostosowywał się do wybranych zaleceń, zaś inne ignorował kompletnie (subordynacja wymagała wtedy nacisku)? Grzeczne dziecię powinno (teoretycznie) respektować dowolną wskazówkę opiekuńczego rodzica – ten logiczny koncept nie znajdował odbicia w praktyce.

Babcia co roku wyglądała od Jacka wyrazów pamięci z okazji urodzin lub świąt, zaś dostawała figę z makiem. Sporadyczna korespondencja w jej w skrzynce pocztowej, wprawdzie napawająca szczęściem, była wyłącznie rezultatem biczowania syna przez ojca.

Czytaj dalej …

Słownik wyrazów obcych

Słownik wyrazów polskich, a jednak obcychMałego Grzesia nurtowały przyczyny, dla których ludzie nazywają pewne rzeczy tak, a nie inaczej.

Na przykład słowo „trzeszczeć” opisywało pewien dźwięk, wiernie go odzwierciedlając, nie mogąc potencjalnie brzmieć odmiennie. W dawnych czasach, kiedy nasi przodkowie pierwszy raz w życiu usłyszeli trzeszczące drzewo, postanowili zjawisko racjonalnie nazwać. Stali w kupie, próbując naśladować tajemniczy hałas: „szszszsz…”; „szszczcz…”; „tszszczcz…”; „cztszcztszcz…”. Syczeli i rzęzili przez zęby konkurując, kto lepiej zatrzeszczy. Każdy pragnął zdecydowanie zatrzeszczeć innych: „TSZSZ-TCZ-TCZ-CZCZ!!!”; „TCZ-TCZ-TSZTSZ-SZSZ!!!”. Naskakiwali na siebie, wybałuszali oczy, pluli w wysiłkach, trzeszczeli sobie prosto w twarze. W końcu, trzeszcząc przeraźliwie, zaczęli się tłuc dzidami o palmę pierwszeństwa. Kobiety nie miały nic do potrzeszczenia w tamtych czasach, więc spozierały dyskretnie z boku – nie śmiały zatrzeszczeć, mogąc zostać nadzianymi na oszczepy. Spór trwał do momentu wychynięcia z legowiska starszego grupy. Herszt poczłapał do kłębowiska trzeszczaków, wysłuchał uważnie poszczególnych wariantów, podumał, wydał wyrok: „TSZ-SZCZ!”. Po ciężkiej pracy, w stylu rasowego zarządcy, powrócił do biura by co rychlej zasnąć.

Czytaj dalej …

Edukacja ojca

Najcięższe zadanie syna: wychować ojcaPierwsze przebudzenie nastąpiło podczas gry w squasha.

Zawsze wygrywał z synem, będąc większym, szybszym, silniejszym. Pouczał Jacka o strategii, technice, sprzęcie – o czymkolwiek, co zasłyszał czy przeczytał. Ambicja sportowca zawiała go na przeróżne portale internetowe, gdzie oglądnął masę krótkich filmów szkoleniowych. Ćwiczył potem zażarcie podpatrzone triki. W osobistym mniemaniu, stał na piedestale oponentów nie z tej ziemi.

Pewnego sennego dnia postanowili urozmaicić nudę paroma setami squasha. Grzesio przywdział specjalne trzewiki Nike, przewiewny kostium Adidasa, następnie wyłuskał z futerału wyczynową rakietę Dunlopa i machał nią bojowo w powietrzu dla wprawy. Struny wydawały groźnie świsty, zwiastując niechybne zwycięstwo właściciela.

Czytaj dalej …

Słuchaj syna swego

Słuchaj syna swegoPewnego dnia Grzesio otrzymał od swojego syna – Jacka – iPoda.

Z początku okazał nieufność do prezentu.

Generalnie uważał nowe technologie, poniekąd użyteczne, za zbyt drogie. Słuchawki wypadały z uszu, co doprowadzało go do pasji tudzież wulgarnych komentarzy odnośnie firmy Apple, zatrudniającej kadrę pozbawioną podstawowego pojęcia o budowie ludzkiej małżowiny.

Prowadził wywody dotyczące plików MP3 – zapisów podrzędnej jakości, ubliżających jego wyrafinowanym gustom. Zainicjował, nagle, zaciekły atak na piractwo internetowe za rozpowszechnianie partyzanckich, lipnych kopii płytek kompaktowych. Wyrażał sympatię dla pokrzywdzonych, obdartych z dochodów artystów: został, ni stąd ni zowąd, ich fanatycznym rzecznikiem.

Czytaj dalej …