Cenzor w mojej głowie

Cenzura

Cenzura powraca, rozbrzmiewając po sieci echem odbitym od zgliszczy er zaprzeszłych. Wyciska się z ekranów jako trend – AntiFejk lub AntiHejt – pozwalający na zaszczekanie modnie brzmiącym hasztagiem każdego internetowego przybłędy, głoszącego coś drańskiego.

W sukurs przychodzą giganci sieciowi, którzy albo organizują sztaby tajniaków podglądających co, kto i jak, albo programują algorytmy wyłapujące diaboliczne wpisy. Słowem, definiują różnice pomiędzy złem a dobrem. Zachęcają też użytkowników swych platform do kablowania na innych. Machina działa sprawniej niż komunistyczne służby bezpieczeństwa: podejrzanego o …izmy i …fobie zaszczuwa się ostrzeżeniami, karze ograniczeniami, a w końcu wywala na niewirtualny bruk. Niech zwija swój profil czy stronę czy kanał i idzie precz z niepostępowymi poglądami! Niech utonie w otchłani nudnego świata rzeczywistego!

Czytaj dalej …

Prorok

Depresja

Znowuż leży w łóżku o pierwszej nad ranem, podejmując twarde postanowienia: juro wsunie się pod kołderkę wcześniej, aby spać przynajmniej osiem godzin; zaprzestanie picia kawki bądź herbatki wieczorami; pójdzie na kurs rzucenia palenia; machnie ręką na wyroby czekoladowe; ograniczy śledzenie newsów do niezbędnego minimum; pójdzie w końcu na siłownię albo basen; ponowi lekturę utworów literackich; zadzwoni do zapomnianych, zbagatelizowanych kolegów; zacznie żłopać trzy litry wody na dobę; w miejsce burzliwej reakcji na wredne zachowanie współpracowników, zastosuje miarowe oddychanie i serdeczny uśmiech.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 27: „Jak te bursztyny na niebie”

Moi drodzy!

Jak wiecie z poprzedniej korespondencji, hulałem na wakacjach w miasteczku Corvara. Marzyłem o jakiejś pięknej Włoszce, którą znalazłem przysypaną lawiną na stokach Dolomitów. We śnie nieboraczkę ocuciłem, wygrzebałem, otrzepałem ze śniegu, napoiłem rumem, przytaszczyłem na kwaterę, pogłębiłem bajer, zaproponowałem schronisko na noc we własnym wyrze, ochoczo przy tym gwarantując, że sam prześpię się na twardej, zimnej posadzce, przykryty zaledwie ręczniczkiem. Dalszy przebieg fantazji znacie z filmów, ewentualnie z autopsji.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 26: „Moda na Polskę®”

Moda na Polskę

Kochani!

Dużo ostatnio czytuję o ZUS-ie – organizacji nie stworzonej jeszcze w RPA. Wiadomości dochodzą automatycznie, bez żadnego zainteresowania z mojej strony. Otwieram dowolną polską witrynę, a tu bach – znowuż nadają na temat ubezpieczeniowego molocha. Sprawozdania w tonie zazwyczaj niepochlebnym, z pobrzmiewającą nutką jakby goryczy czy sarkazmu. Pominę komentarze publiczne na stronach internetowych, ponieważ nie chcę splugawić listu do Was.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 25: „Autentyczny renesans i postęp”

Witam Was ponownie!

Z pewnością dziękujecie mi w pokłonach za poetyczną dyrektywę w sprawie zmiany sytuacji demograficznej Polski (Kryptonim „BZYK”). W rozwiniętych gospodarczo krajach ludzie zaprzestali rozmnażania się. Podjęcie decyzji posiadania dzieci jest obecnie bardziej skomplikowane, niż postanowienie wylotu na Marsa. Przecież taki bobasek musi wcinać jedzonko, nabywać wykształcenia, posiadać gadżety. Wypadałoby również brzdąca w coś ubrać, bo na golasa wstyd pokazać sąsiadom. Ponadto ryczy, robi kupki w majtasy, łaknie kontaktu – w sumie zawraca gitarę.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 22: „Nic nie znaczące erraty”

Kochani!

Komiczne wieści dobiegają z USA, gdzie szwindel za szwindlem wychodzą na jaw, przeciekając monotonnie do wiadomości mas. Nie zadziwia jednak fakt, że szydła wyłażą z worów niby kolce jeża, ale reakcja zmumifikowanych obywateli.

Telewizorem nie dysponuję, prasy nie czytam, ponieważ walczę o zachowanie normalności. Wysiłki unikania mass mediów spełzają na niczym – streszczenia najnowszych wydarzeń przydybią człowieka w kawiarence, w pracy, na ulicy, w ubikacji. Albo ktoś wypapla podnieconym głosem, albo afisz wykrzyknie znienacka w twarz, albo ekrany, umieszczone strategicznie w miejscach komunalnych, wysyczą prosto w ucho dzisiejsze newsy. Nie sposób uciec: siłą, podstępnie nakarmią mnie urągającą inteligencji strawą. Ciekawe, w czym przemycają leki antyemetyczne, gdyż dziwnym trafem nie wymiotuję na każdym kroku słuchając idiotyzmów. Zabunkrowanie się w kąciku to marzenie ściętej głowy: koledzy wytropią, przycisną do ściany, zaplują nowinami, zaczną żebrać o opinię na temat bzdetów. Wyeksponują erudycję, polegającą na skopiowaniu słów szemranego prezentera TV, powszechnego źródła wiedzy niezgłębionej. Wymęczą niewinnego Grzesia jak psy dziada w ciasnej ulicy.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 21: „Polish brand”

Kochani Rodacy!

Nacja amerykańska wpadła na pomysł wiecznego dobrobytu – trzeba jedynie na okrągło powiększać narodowy debet wobec prywatnych instytucji bankowych. Podobno nikt nigdy nie skuma szwidlu. Jeżeli wciąż jeszcze rozpatrujecie opcje, jak uczynić Polaków bogaczami, to receptę podaję na patelni: każda rodzina powinna skorzystać z matrycy made in USA, zatem zaciągać tyle kredytów, ile wlezie, by nie gnić niczym żebracy!

Czytaj dalej …