Pancerne drzwi (Część II)

Pancerne drzwiZapoznanie z familią sympatii było nieuniknione. Mieszkali w falowcu mającym tyle klatek, iż zabrakło liter alfabetu na oznaczenie poszczególnych segmentów. Robotniczy z pochodzenia klan składał się z ojca-stoczniowca, mamy-kasjerki (starszej kopii Bożeny) oraz korpulentnego brata w wieku lat czternastu, demonstrującego przeuroczy uśmiech na licu, słodki ton głosu, baletniczą płynność ruchów. Z jakiegoś powodu chciał zostać księdzem.

Lokal kategorii M-3 należał do wzorów katolickich kwater: mury przozdobione krzyżami, obrazkami świętych ze złotym obręczami na czachach, zdjęciami papieża; półki oblężone literaturą religijną; różańce zwisające niedbale na oparciach foteli. Pachniało zaawansowaną aktywnością liturgiczną.

Po służbowych powitaniach, achach i ochach, poczęstunku rosołem, tata bożeny poufnie złapał go za łokieć, ciągnąc w kierunku korytarza. Zagaił tajemniczo: „Coś tobie pokażę!”. Kolekcję starych zegarków? Arsenał broni? Teleskop? Mercedesa? Grzesio dygotał z ciekawości! Pozostali skromnie podreptali za mężczyznami.

Czytaj dalej …