Jadwisia

Jadwisia

„Proszę pani! Proszę pani! Niech mnie pani stąd weźmie!”

Wyszlochany, przeraźliwy krzyk rozbrzmiewał jedynie w jej głowie. Głuchy wrzask; niewidzialne łzy; bezbarwna rozpacz – jałowy świat, na który została przez coś lub kogoś skazana. Niemożność wyrażenia dowolnego uczucia gestem bądź słowem stanowiła więzienie najsroższe do wyobrażenia. Nie istniała szansa na obwieszczenie wszem i wobec, co się myśli, przeżywa i zamierza, więc nie było mowy o wyegzekwowaniu reakcji – negatywnych, pozytywnych, obojętnych, byle jakich – z przewalających się przed nią tłumów.

„Proszę pana, proszę mnie stąd zabrać! Ja nie chcę tutaj…”

Czytaj dalej …

Sztuka wojny

Sztuka wojnyTata był Grzesia herosem, nieskazitelnym wzorem manier tudzież idei. Cokolwiek powiedział bądź uczynił, synek albo wiernie powtarzał, albo wchłaniał jako absolutną matrycę światopoglądową.

Zamiast używać wulgaryzmów w formie przecinków, ojciec zakrapiał wywody słowem „rozumiesz”: „Sytuacja wymaga analizy, rozumiesz.”; „Nie potrafię, rozumiesz, natychmiast przyjechać. Muszę wpierw zatankować, rozumiesz.”. Paradoksalnie, pomimo niejako indagującego charakteru frazy, zdania wcale nie brzmiały pytająco, lecz wręcz odwrotnie – oznajmiały fakty, podkreślając zero negocjacyjnych szans rozmówcy.

Grzesio kopiował nutę i fizjonomię starego, gdy na podwórku bawił się z dziećmi w piaskownicy. Przybierając poważną minkę, cedził: „Zrobimy babeczkę, rozumiesz.”; „Kopiesz, rozumiesz, za mocno. Złamiesz łopatkę, rozumiesz.”. Narzucanie akceptacji zgrabnym zwrotem imponowało malcowi – wszak gaworzył w stylu stanowczego gościa!

Czytaj dalej …