Prorok

Depresja

Znowuż leży w łóżku o pierwszej nad ranem, podejmując twarde postanowienia: juro wsunie się pod kołderkę wcześniej, aby spać przynajmniej osiem godzin; zaprzestanie picia kawki bądź herbatki wieczorami; pójdzie na kurs rzucenia palenia; machnie ręką na wyroby czekoladowe; ograniczy śledzenie newsów do niezbędnego minimum; pójdzie w końcu na siłownię albo basen; ponowi lekturę utworów literackich; zadzwoni do zapomnianych, zbagatelizowanych kolegów; zacznie żłopać trzy litry wody na dobę; w miejsce burzliwej reakcji na wredne zachowanie współpracowników, zastosuje miarowe oddychanie i serdeczny uśmiech.

Czytaj dalej …

Jadwisia

Jadwisia

„Proszę pani! Proszę pani! Niech mnie pani stąd weźmie!”

Wyszlochany, przeraźliwy krzyk rozbrzmiewał jedynie w jej głowie. Głuchy wrzask; niewidzialne łzy; bezbarwna rozpacz – jałowy świat, na który została przez coś lub kogoś skazana. Niemożność wyrażenia dowolnego uczucia gestem bądź słowem stanowiła więzienie najsroższe do wyobrażenia. Nie istniała szansa na obwieszczenie wszem i wobec, co się myśli, przeżywa i zamierza, więc nie było mowy o wyegzekwowaniu reakcji – negatywnych, pozytywnych, obojętnych, byle jakich – z przewalających się przed nią tłumów.

„Proszę pana, proszę mnie stąd zabrać! Ja nie chcę tutaj…”

Czytaj dalej …

Bić albo nie bić? (Część II)

Bić albo nie bić?

Na paluszkach wkradł się do sypialenki Jacka.

Na łóżeczku majaczyła skulona figurka w pogniecionych, kolorowych ciuszkach. Brudne stópki, włoski w nieładzie, półotwarta buzia, spuchnięta twarzyczka, zmoczona poduszka – ilustracja tryumfu wdrożonych technik wychowawczych. Natężenie emocjonalne sceny powaliłoby na kolana Herkulesa.

Czytaj dalej …

Bić albo nie bić? (Część I)

Bić albo nie bić?

Grzesio został niedawno zamieszany w wirtualną awanturę blogowiczów. Poszło o kary cielesne dla dzieci. Gdyby nie separacja polemistów internetowymi kablami, doszłoby niechybnie do mordobicia z rozlewem krwi.

Wścibił nos w zażartą dyskusję ponieważ zauważył (o zgrozo!), że istnieją ludzie popierający grzmocenie malusińskich celem „wpojenia moresu”, „zdyscyplinowania”, „przykręcenia śruby” itd. Wychwalano klapsy, podobno nieszkodliwe i wysoce korzystne. Uderzanie otwartą ręką ponoć rozgrzesza rozjuszonego rodzica, który mógłby zastosować konkretniejszą przemoc (ciosy kułakiem, kopy butem, okładanie łopatą, rąbanie siekierą), ale poprzestał na lekkim chlastaniu, właściwie dotykaniu, wręcz masażu.

Czytaj dalej …

Diagnoza (poetycko)

Wierszyk o internetowej diagnozie

Natchnieniem do wierszyka była publikacja „Diagnoza”.

Czytaj dalej …

Diagnoza

Internetowa diagnozaGrzesio nie czuł się ostatnio dobrze. Cierpiał na bezsenność, generalne osłabienie, niechęć do czegokolwiek. Jego apetyt przejawiał wielkie wahania: albo zażerał niczym opętany, albo zaniedbywał posiłki, albo praktykował drakońską dietę. Od czasu do czasu miewał zawroty i bóle głowy. Dzwoniło mu w uszach. Cechowały go irytacja, niecierpliwość, opryskliwość, dekoncentracja, zapominalskość. Pracą gardził jeszcze bardziej niż zazwyczaj, natomiast swoich zacnych zwierzchników pragnął powiesić na drzewach. Mięśnie drgały mu w nieustannym napięciu tudzież często zgrzytał zębami, jakby przygotowany do ataku na tajemniczego wroga.

Jednym słowem: było źle, zaś dalsza egzystencja nie napawała otuchą.

Postanowił podjąć kategoryczne kroki, aby zaradzić tej sytuacji – przestać udawać mocnego faceta, obojętnego na jaskrawe omeny dogorywania . Winien ująć byka za rogi – toż śmierć zagląda w oczy! Z męską determinacją, zaraz po pracy, zasiadł przy laptopie. Wszedł odważnie na Google – wstukał parę haseł kluczowych: „bezsenność irytacja zniechęcenie napięcie symptomy choroba”. Kliknął: „Szukaj”.

Czytaj dalej …