Du-ka-cja (Część II)

Du-ka-cja, czyli współczesna edukacjaStwierdźmy śmiało: szkoła to praca, a w zasadzie etatowcy w trakcie instruktażu, stąd absencja uciechy z nauki. Marzenia zdolnych i kreatywnych spala się na popiół w krematorium racjonalizacji: tutaj, na farmie eksterminatorów innowacyjności, dojrzewają strażnicy utartych struktur.

Wygrywa ten, kto podoła bystremu zakodowaniu oraz odtworzeniu maksimum danych wedle spreparowanej matrycy – człowiek-magnetofon, legendarny kujon. Ćwiczenia konceptualne mają wyznaczone limity: nikt nie pyta o opcje, lecz o rozwiązanie w granicach podanych parametrów. Kto słyszał o nauczycielu, formułującym kwestię w sposób następujący: „Nasz podręcznik przytacza ‘xyz’. Proszę podsunąć inną drogę ku osiągnięciu deklasujących wyników.”. Przytoczona propozycja dyktowałaby kreatywność, czyli selekcję pionierów poprzez odstąpienie od programu kopiowania ad nauseam odwiecznych schematów.

Czytaj dalej …

Du-ka-cja (Część I)

Du-ka-cja, czyli współczesna edukacjaTrudno obecnie znaleźć osobę, którą porywałaby nauka. Doświadczenie sugeruje, że poniekąd przyjemne zajęcie przyswajania wiedzy jest jednak mordęgą.

Znany obeserwator Grzesio duma: dlaczego?

Lata szkolne należały do przyjemnego okresu życia: zero administracji domowej, niewiele godzin spędzonych w budzie, masa spotkań towarzyskich w ramach programu edukacyjnego (potańcówki, wypady na łono natury, imprezy sportowe, interesujące sztuki w teatrze), co chwila długie wakacje – bezpłatny raj na ziemi w nagrodę za absorbcję mądrości z podręczników.

Czytaj dalej …

Maciuś (Część II)

Maciuś, czyli przyjaźń człowieka z robotemIch wagarowe Eldorado umarło wraz z dyrektywą rewizji obecności na każdej lekcji. Przegapili retusz systemowy, nagromadzając po 36 dni nieobecności na łeb na półrocze, ku zgrozie rodziców Grzesia (bo maćkowa strona była cool). Niepochlebność danych archiwalnych nie zmieniła faktu osiągnięcia przez Grzesia średniej 5,0 – najwyższej z możliwych. On sam, do dzisiaj, nie ogarnia tego przedziwnego zjawiska siły opinii.

Bez problemów przekonał zindoktrynowanych rodzicieli o niedorzeczności zapisów: absencja prominenta przez prawie półtora miesiąca zakrawa na hipokryzję! Dysonansu pomiędzy przednimi wynikami w nauce a astronomiczną liczbą dni bumelanctwa nikt nie potrafił pojąć bądź zaakceptować. Błąd kancelaryjny, panie!

Ludzie traktują certyfikaty z nabożeństwem, stąd odruchowy wstręt do logiki. Podtrzymanie kultu rekordzisty zobowiązuje do zręcznego wytłumaczenia potencjalnie negatywnych adnotacji w kartotekach.

Czytaj dalej …

Maciuś (Część I)

Maciuś, czyli przyjaźń człowieka z robotemMaciuś z dziesiątego był niewątpliwie człowiekiem, mającym zasadniczy wpływ na światopoglądy Grzesia.

Maciuś emitował inność. Zacznijmy od zasadniczego ekscesu: jedyny w okolicy hodował długie włosy. Groźby czy szyderstwa nie zmusiły go do wizyty u fryzjera – w odwecie zapuszczał kędziory żwawiej. Nie wkładał też koszuli w spodnie, tylko nosił ją luźno rozpiętą w stylu gwiazdy hollywoodzkiej. Gdyby Grzesio nie ściął czupryny, albo zapałał odwagą wyciągnięcia garderoby z portek, zostałby wyrzucony na bruk, a przynajmniej skierowanoby mąciciela do kościoła na długą spowiedź.

Maciuś miał na dobitkę platfusa, zapewniającego permanetne zwolnienie z WF-u: kiedy reszta normalnonożnych latała wokół boiska z wywalonymi jęzorami, on siedział na ławeczce dyndając spłaszczonymi stopami i zajadając bułeczkę. Epizodycznie sam się zwalniał – po prostu nie przychodził do szkoły w ogóle.

Czytaj dalej …