Z boku (Część II)

Przypomniał sobie teorię z zakresu psychologii, nazywaną „Oknem Johari”, wedle której szczęście i stabilność danego osobnika rosną w miarę poszerzania się otwartego obszaru świadomości. „Otwarty obszar świadomości” oznacza ten aspekt wiedzy o sobie, która leży w domenie publicznej, i.e. czemu nikt zaprzeczyć nie może. Na przykład, wszyscy wiedzą, że Grzesio ma na imię Grzesio, a nie Zygmunt; że pracuje w zawodzie lekarza, a nie astronauty; że głowę okrywają mu włoski blond przerzedzone, a nie gęste kruczoczarne. Oprócz informacji oficjalnych, dotyczących aparycji czy zawodu, dochodzą obserwacje charakteru. Na przykład, wszyscy wiedzą, że Grzesio należy do ostrożniaków, a nie awanturników; że syna darzy miłością, a nie nienawiścią; że doskonale organizuje, ale kiepsko zarządza.

Czytaj dalej …

Z boku (Część I)

Nadszedł w końcu moment, kiedy Grzesio zorientował się w swojej bezsilności wobec przeciwności losu, bowiem nie było wręcz dnia bez złych wieści, przeszkód, opóźnień czy awantur. Osobiste cele bądź odnowę fizyczno-psychiczno-mentalno-duchową systematycznie tłamsiła nawałnica komplikacji, wobec których wizja piekła jawiła się ponętną: kąpielka w garncu z ciepłą wodą, masujące i rozgrzewające ukłucia diabelskimi widłami, czarująca atmosfera migoczących płomieni ognia, obnażone grzesznice w sąsiednich kotłach…

Czytaj dalej …

Dzień w życiu Grzesia Polaka

Grzesio od rana łaził rozdrażniony, bowiem czekało go wyjaśnienie kwestii natury finansowej.

Otóż parę dni przedtem urząd skarbowy powiadomił go uprzejmie, iż zalega z podatkiem na kwotę (w przeliczeniu) około trzech tysięcy złotych. W załączniku przesłali oficjalnie wyglądający dokument upstrzony kolumnami, skrótami oraz kalkulacjami, okraszony frazeologią fiskalną nie do rozgryzienia. Rzeczą możliwą do rozgryzienia była natomiast ostatnia linijka kwitu: „Wisisz tyle a tyle”.

Wyglądało to groźnie…

Czytaj dalej …

Listy do Polski 25: „Autentyczny renesans i postęp”

Witam Was ponownie!

Z pewnością dziękujecie mi w pokłonach za poetyczną dyrektywę w sprawie zmiany sytuacji demograficznej Polski (Kryptonim „BZYK”). W rozwiniętych gospodarczo krajach ludzie zaprzestali rozmnażania się. Podjęcie decyzji posiadania dzieci jest obecnie bardziej skomplikowane, niż postanowienie wylotu na Marsa. Przecież taki bobasek musi wcinać jedzonko, nabywać wykształcenia, posiadać gadżety. Wypadałoby również brzdąca w coś ubrać, bo na golasa wstyd pokazać sąsiadom. Ponadto ryczy, robi kupki w majtasy, łaknie kontaktu – w sumie zawraca gitarę.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 21: „Polish brand”

Kochani Rodacy!

Nacja amerykańska wpadła na pomysł wiecznego dobrobytu – trzeba jedynie na okrągło powiększać narodowy debet wobec prywatnych instytucji bankowych. Podobno nikt nigdy nie skuma szwidlu. Jeżeli wciąż jeszcze rozpatrujecie opcje, jak uczynić Polaków bogaczami, to receptę podaję na patelni: każda rodzina powinna skorzystać z matrycy made in USA, zatem zaciągać tyle kredytów, ile wlezie, by nie gnić niczym żebracy!

Czytaj dalej …

Aneta (Część III)

Aneta - historia pierwszej miłościWpadał w popłoch: co robić?! Niewygodne, krępujące okresy ciszy błagały o sprytne urozmaicenie. Wydawało mu się męskim obowiązkiem zabawianie Anety dialogiem non stop – inaczej laska dźwignie pupkę, otrzepie kiecę, bąknie „adios amigo”, zniknie jak kamfora. Jego kunszt gawędziarski nie należał do przesadnie wybitnych, toteż szybko docierał do granicy, poza którą ziała przepaść milczenia.

Ponownie stanęła na wysokości zadania. Poprzedniego wieczoru przeprowadziła czterosekundowy trening tańca, tym razem potrzebowała około minuty na danie praktycznego kursu wypełniania wszelkiego rodzaju luk w trakcie randek.

Czytaj dalej …

Aneta (Część I)

Aneta - historia pierwszej miłościNastąpił wielki dzień w życiu Grzesia: pierwszy raz otrzymał zaproszenie na prawdziwe weselicho! Ktoś z rodziny się żenił, względnie wychodził za mąż – nieważne! Najistotniejsze, że jego imię widniało na liście gości.

Mama ubrała młodzieńca w białą koszulę, eleganckie spodnie, błyszczące lakierki; uczesała włoski w idealny przedziałek; zapięła kołnieżyk na ostatni guzik, niczym obrożę. Tata zlał syna wodą kolońską Wars – wydzielała ostry odór, który zwaliłyby z nóg nosorożca.

Koczował zatem pachnąco-lśniący przy ogomnym stole, pokrytym nakrochmalonymi obrusami i trzeszczącym pod górami jedzenia.

Po niespełna godzinie ogarnęły go nudy na pudy.

Czytaj dalej …