Aneta (Część II)

Aneta - historia pierwszej miłościSunąca ku estradzie para reaktywowała herszta orkiestry. Kwiczał spazmatycznie: „Proszę państwa! Nadciągają oczepieńcy! Kapitalna lask… gołębica z tym… No, z tym… eee… lowelasem, he he! Aplauz dla jutrzejszych oblubieńców! Nie żałujcie, dodajcie im otuchy! Brawo! Niech… tego… No dalej!”. Odwrócił się na pięcie i – wystukując tempo butem oraz pstrykając bajerancko kciukami – wyszczekał do grajków: „Raz! Dwa! Trzy!”.

Głośniki zawyły niczym trąby jerychońskie – fala akustyczna nieomal wypluła Grzesia przez okno. Odtwarzali chyba utwór Phila Collinsa, bowiem z łoskotu dolatywało cieńkie, niby z zaświatów, stękanie wokalisty: „Aj-ken-fyl-yt kaaamyng yn-dy-er tunaaa-ajt, O – o – O!”.

Czytaj dalej …