Modus operandi (Część IV)

Modus operandiAnestezjologia

Pani adiunkt miała sprytny system: sadzała 8 studentów w rzędzie na krzesłach, sama zajmowała fotel naprzeciwko, po czym indagowała od swojej lewej do prawej strony. Egzamin miał 3 fale przesłuchania, każda złożona z 8 pytań zaczepnych z jednej dziedziny anestezjologicznej (znieczulenie lokalne, ogólne, zewnątrzoponowe itd.).

Szczęśliwiec na stanowisku 1 (skrajny lewicowiec) otrzymywał najprostszą kwestię do roztrząśnięcia, czyli ogólny podział czegoś w obrębie danego tematu (na przykład, kategorie interwencji przeciwbólowych w porodzie). Im dalej w prawo, tym więcej sondowań o szczegóły (jakie igły, gdzie jest przestrzeń ta i ta, kiedy wszcząć akcję itd.). Biedak na zydlu nr 8 (skrajny prawicowiec) skwierczał pod ogniem intensywnego dochodzenia o detalątka (dawki leków na kilogram wagi ciała, połowiczny czas rozpadu medykamentu w organiźmie, prawidłowe wartości odcinka PQ w EKG w odprowadzeniach przedsercowych po podaniu substancji itd.).

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część III)

Modus operandiNeurologia

Kuriozalna dyscyplina: intrygująca (architektura plus działanie układu nerwowego), postępująca (w we wszystkich dziedzinach: biochemicznej, anatomicznej, molekularnej, biofizycznej, fizjologicznej), niemniej jednak oferująca znikomą ilość środków zaradczych na zdiagnozowane patologie. Neurolog to kopalnia wiedzy, wszakże po wyjaśnieniu w najdrobniejszych niuansach problemu schorzenia pacjenta, rozłoży ręce i zaleci (z reguły) leczenie konserwatywne, ewentualnie wizytę u neurochirurga lub ortopedy. Pomimo niepodważalnej atrakcyjności (z uwagi na odwieczną tajemniczość funkcjonowania mózgu), absencja konkretnych interwencji medycznych odpychała Grzesia od tej branży.

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część II)

Modus operandiHistologia

Z rzeki danych, wyszczególnionych w podręczniku histologii, Grzesio pamięta dzisiaj (po 30 latach) wyłącznie, że nasienie ma zapach kasztanów. Tę niezwykle cenną informację podano małym druczkiem u dołu strony na temat budowy spermy. Co ciekawe, w ten niezwykły sposób nabył wiedzy, jak pachną kasztany, których wcześniej wnikliwie nie wąchał, ponieważ nie wydawały się wydzielać żadnej woni.

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część I)

Modus operandiKtóż idzie studiować medycynę?

Pospolite wyobrażenie nasuwa natychmiast myśl o tzw. powołaniu. Jedynie osobniki z misją służby wbitą w genotyp śpieszą wchłaniać tony teoretycznej lub klinicznej wiedzy. Od lat dziecięcych fantazjowali o niesieniu pomocy innym: chłopcy udawali kierowców karetek pogotowia, dziewczynki dawały lalkom sztuczne zastrzyki, natomiast w grupkach przyszłe eskulapy i eskulapki bawiły się w doktora. Brzdąców nie opuszczała wizja ratowania ludzkiego życia za wszelką cenę, z poświęceniem własnych wygód, czasami za darmo. Szczególnie ponętną była praca w nocy, w skrajnym zmęczeniu, walcząc z pijanymi delikwentami na izbach przyjęć (czysta rozkosz!). Urwisy marzyły o takiej przyszłości.

To wszystko jest bzdurą, przynajmniej w zniewalającej większości przypadków.

Czytaj dalej …