Pranie

Niech żyje polskie pranie!Grzesio wstał już o 7 rano, porwał kosz nabity brudnymi ciuchami, po czym pogalopował do drewnianej altanki, służącej zarówno jako narzędziownia, jak i pralnia. Nie zapomniał zabrać specjalnego odstraszacza psów w spreju, bo bał się Dzikuski. Co prawda, dystans do pokonania wynosił zaledwie 20 metrów, ale Dzikuska często czatowała w krzakach, atakując znienacka, więc w trakcie marszruty czujnie penetrował otoczenie wzrokiem komandosa na misji w Wietnamie.

Jego wynajęte mieszkanie zajmowało połowę parteru dość pokaźnego, piętrowego domu, należącego do Ann i Johna.

Ann, energiczna pani po 60, prowadziła własny biznes. Jej firma, zatrudniająca Ann w charakterze dyrektora, administratora plus wyrobnika, miała wyborne logo. Przedstawiało ono strzelające w górę, w różnych kierunkach, wysmukłe liście tulipanów. Korony kwiatów zastąpiono małymi kółeczkami. Pragnący rozumieć artyzm Grzesio, uważał kompozycję za nowoczesną koncepcję graficzną kwiatów. Myślał z początku, że Ann tyrała w ogrodnictwie, ewentualnie zarządzała kwiaciarnią, aż zobaczył motto: „Ciała w ruchu”.

Poukładanie w głowie ogromu metaforycznych ekspresji zajęło mu trochę czasu. Tulipany portretowały ludzi. Innymi słowy, osobnicy z godła odzwierciedlali smukłe łodygi na wietrze: w ruchu. Tylko dlaczego? Dlaczego majestatycznie kolebali korpusami, wyciągając ręce do nieba? Podziemna sekta religijna?

Czytaj dalej …