Maciuś (Część II)

Maciuś, czyli przyjaźń człowieka z robotemIch wagarowe Eldorado umarło wraz z dyrektywą rewizji obecności na każdej lekcji. Przegapili retusz systemowy, nagromadzając po 36 dni nieobecności na łeb na półrocze, ku zgrozie rodziców Grzesia (bo maćkowa strona była cool). Niepochlebność danych archiwalnych nie zmieniła faktu osiągnięcia przez Grzesia średniej 5,0 – najwyższej z możliwych. On sam, do dzisiaj, nie ogarnia tego przedziwnego zjawiska siły opinii.

Bez problemów przekonał zindoktrynowanych rodzicieli o niedorzeczności zapisów: absencja prominenta przez prawie półtora miesiąca zakrawa na hipokryzję! Dysonansu pomiędzy przednimi wynikami w nauce a astronomiczną liczbą dni bumelanctwa nikt nie potrafił pojąć bądź zaakceptować. Błąd kancelaryjny, panie!

Ludzie traktują certyfikaty z nabożeństwem, stąd odruchowy wstręt do logiki. Podtrzymanie kultu rekordzisty zobowiązuje do zręcznego wytłumaczenia potencjalnie negatywnych adnotacji w kartotekach.

Czytaj dalej …

Odpowiedzialność

Jaki tata, taki syn!Jacek siedział przy biurku, zatopiony po uszy w tworzenie projektu wielkiej imprezy uniwersyteckiej. Był to okres wakacji, co czyniło poświęcenie dla uczelni tym bardziej chwalebnym.

Grzesio spozierał ukradkiem na chłopaka z rozpierającą dumą. Proszę, proszę! Inne studenty piją, łażą jałowo po mieście, zażywają narkotyki, impulsywnie kopulują z kimkolwiek bez względu na wiek, płeć, rasę, ewentualnie gatunek, zaś jego latorośl oddaje się zadaniom poważnym! Społeczny duch uniesie smyka do klasowego olimpu!

Telewizor wyłączony, hity pop bądź (o zgrozo!) rap nie mącą ciszy, świeże powietrze przewiewa chałupę, ptaszki ćwierkają w ogrodzie – idylliczna atmosfera, sprzyjająca odpowiedzialnym posłaniom: syn pisze propozycję trzydniowych obchodów akademickich, natomiast ojciec czyta książeczkę filozoficzną.

Czytaj dalej …