Du-ka-cja (Część II)

Du-ka-cja, czyli współczesna edukacjaStwierdźmy śmiało: szkoła to praca, a w zasadzie etatowcy w trakcie instruktażu, stąd absencja uciechy z nauki. Marzenia zdolnych i kreatywnych spala się na popiół w krematorium racjonalizacji: tutaj, na farmie eksterminatorów innowacyjności, dojrzewają strażnicy utartych struktur.

Wygrywa ten, kto podoła bystremu zakodowaniu oraz odtworzeniu maksimum danych wedle spreparowanej matrycy – człowiek-magnetofon, legendarny kujon. Ćwiczenia konceptualne mają wyznaczone limity: nikt nie pyta o opcje, lecz o rozwiązanie w granicach podanych parametrów. Kto słyszał o nauczycielu, formułującym kwestię w sposób następujący: „Nasz podręcznik przytacza ‘xyz’. Proszę podsunąć inną drogę ku osiągnięciu deklasujących wyników.”. Przytoczona propozycja dyktowałaby kreatywność, czyli selekcję pionierów poprzez odstąpienie od programu kopiowania ad nauseam odwiecznych schematów.

Czytaj dalej …

Du-ka-cja (Część I)

Du-ka-cja, czyli współczesna edukacjaTrudno obecnie znaleźć osobę, którą porywałaby nauka. Doświadczenie sugeruje, że poniekąd przyjemne zajęcie przyswajania wiedzy jest jednak mordęgą.

Znany obeserwator Grzesio duma: dlaczego?

Lata szkolne należały do przyjemnego okresu życia: zero administracji domowej, niewiele godzin spędzonych w budzie, masa spotkań towarzyskich w ramach programu edukacyjnego (potańcówki, wypady na łono natury, imprezy sportowe, interesujące sztuki w teatrze), co chwila długie wakacje – bezpłatny raj na ziemi w nagrodę za absorbcję mądrości z podręczników.

Czytaj dalej …