Kiedy należy powiedzieć „Dość!”

Dzieci funkcjonują „na kredyt” przez przynajmniej ćwierć swego jestestwa, opróżniając rodzicielskie portfele szybko, zgrabnie i bez żenady. Oprócz stereotypowych wydatków z tutułu edukacji, przyodziewka, prowiantu, dachu nad głową oraz kieszonkowego, współczesna latorośl wymaga gadżetów plus rozrywek, przy czym takowe potrzeby rosną nie wprost proporcjanalnie do upływu lat, ale parabolicznie, bez względu na domowe dochody, wskaźniki inflacyjne, klimaty polityczne w kraju czy wręcz wojny światowe.

Czytaj dalej …

Trudniej skończyć, niż zacząć (Część II)

Trudniej skończyć niż zacząć

Prawie każdy łaknie jakiejś konstruktywnej zmiany: przepędzenia mary nałogu, zoptymalizowania gospodarki czasem, doznania jurności, przygruchania partnera, wygenerowania asertywności, zwerbowania przyjaciół, otworzenia prywatnej działalności itd. By zaspokoić potrzeby tej rozgrymaszonej armii, na ratunek śpieszą wskrzesiciele ukontentowania: trenerzy, autorzy samouczków, psychoterapeuci, grupy samopomocy, ośrodki odwykowe, warsztaty, hipnotyzerzy, dietetycy, pracownicy socjalni, księża itd. Zarówno instruktorzy, jak i narzekacze podejmują syzyfowy wysiłek naprawienia nienaprawialnego, bowiem wszyscy są ofiarami spaczonego od podstaw systemu, który zapewnia błogostan dla maksimum 10% partycypantów.

Czytaj dalej …

Trudniej skończyć, niż zacząć (Część I)

Trudniej skończyć niż zacząć

W niedzielę po południu zasiadł nad laptopem, by przygotować plan akcji na następny tydzień. Nie robił tego od dłuższego czasu – zaprzestał pewnego dnia, gubiąc nagle wiarę w pożyteczność pszekształcania życia w harmonogram. Ponieważ ostatnio począł jednak tracić kontrolę nad mnożącymi się niczym karaluchy „rzeczami do załatwienia”, a szczególnie nad wizją swojej nawet niedalekiej przyszłości (czyli zdefiniowaniem czego właściwie chce), postanowił ponowić rutynę skrupulatniejszego organizowania doczesności.

Czytaj dalej …

Prorok

Depresja

Znowuż leży w łóżku o pierwszej nad ranem, podejmując twarde postanowienia: juro wsunie się pod kołderkę wcześniej, aby spać przynajmniej osiem godzin; zaprzestanie picia kawki bądź herbatki wieczorami; pójdzie na kurs rzucenia palenia; machnie ręką na wyroby czekoladowe; ograniczy śledzenie newsów do niezbędnego minimum; pójdzie w końcu na siłownię albo basen; ponowi lekturę utworów literackich; zadzwoni do zapomnianych, zbagatelizowanych kolegów; zacznie żłopać trzy litry wody na dobę; w miejsce burzliwej reakcji na wredne zachowanie współpracowników, zastosuje miarowe oddychanie i serdeczny uśmiech.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 25: „Autentyczny renesans i postęp”

Witam Was ponownie!

Z pewnością dziękujecie mi w pokłonach za poetyczną dyrektywę w sprawie zmiany sytuacji demograficznej Polski (Kryptonim „BZYK”). W rozwiniętych gospodarczo krajach ludzie zaprzestali rozmnażania się. Podjęcie decyzji posiadania dzieci jest obecnie bardziej skomplikowane, niż postanowienie wylotu na Marsa. Przecież taki bobasek musi wcinać jedzonko, nabywać wykształcenia, posiadać gadżety. Wypadałoby również brzdąca w coś ubrać, bo na golasa wstyd pokazać sąsiadom. Ponadto ryczy, robi kupki w majtasy, łaknie kontaktu – w sumie zawraca gitarę.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 23: „Wybór”

Moi drodzy Rodacy!

Zanim przejdę do tematu z poprzedniego listu (odwiecznego falsyfikowania historii), śpieszę z pozytywnymi doniesieniami!

Czyżby służby specjalne analizowały liściki, które dla Was klecę w pocie czoła? Chyba tak, ponieważ szef MSZ, niejaki Radosław Sikorski, przekonywał 22 listopada 2013 roku (w piątek, w Senacie, w ramach zjazdu absolwentów Szkoły Liderów Polonijnych), aby rodacy powracali do kraju. Nie żartuję – wyszperałem w sieci!

Czytaj dalej …

Listy do Polski 13: „Niebezpieczne porównania”

Niebezpieczne porównania

Kochani Rodacy na całym globie!

Garsteczka dumań na dzisiaj, wypoconych w spiekocie słońca na półkuli południowej. Nie uświadczę tutaj ani nostalgiczności jesieni, ani wyciszenia pod czapami śniegu, ani rzeźwiącego zapachu wiosny – przeklęte lato non stop. Przypuszczalnie uznacie mnie za dziwaka, ale tęsknię za ponurością nisko wiszących chmur, niewygodnością wczesnych wieczorów, przemarznięciem członków, chlapą na ulicach.

Czytaj dalej …

Konfrontacja

Konfrontacja - introspekcja

Inspirację do poniższego wierszyka stanowił tekst Siniak.

Czytaj dalej …

Gry

Gry sportowe i życioweGrzesio wparował na śniadanie pięknie wypachniony wodą kolońską WARS, w nieskazitelnym białym kitlu, ze słuchawkami nonszalancko dyndającymi na szyi. Lekarz pełną gębą, panie! Minął już tydzień od jego przylotu do kraju złotem tudzież diamentami płynącym, więc zabiegał o wywarcie przedniego wrażenia. Przecież chciał zostać szanowanym i bogatym człowiekiem, co RPA lansowało dla białych. Będzie magnatem!

Przestronną świetlicę hotelu lekarskiego podzielono na kuchnię, jadłodajnię oraz kącik wypoczynkowy, gdzie na brzegu fotela, z łokciami opartymi na kolanach, przysiadł doktor Nel. Ledwo widoczny w kłębach dymu papierosowego, z napięciem wpatrywał się w telewizor. Był nałogowym palaczem, kopcącym nawet podczas obchodów – nad łóżkami pacjentów – nie czyniąc bynajmniej żadnego zgorszenia w liberalnych latach 80.

Czytaj dalej …

Słownik wyrazów obcych

Słownik wyrazów polskich, a jednak obcychMałego Grzesia nurtowały przyczyny, dla których ludzie nazywają pewne rzeczy tak, a nie inaczej.

Na przykład słowo „trzeszczeć” opisywało pewien dźwięk, wiernie go odzwierciedlając, nie mogąc potencjalnie brzmieć odmiennie. W dawnych czasach, kiedy nasi przodkowie pierwszy raz w życiu usłyszeli trzeszczące drzewo, postanowili zjawisko racjonalnie nazwać. Stali w kupie, próbując naśladować tajemniczy hałas: „szszszsz…”; „szszczcz…”; „tszszczcz…”; „cztszcztszcz…”. Syczeli i rzęzili przez zęby konkurując, kto lepiej zatrzeszczy. Każdy pragnął zdecydowanie zatrzeszczeć innych: „TSZSZ-TCZ-TCZ-CZCZ!!!”; „TCZ-TCZ-TSZTSZ-SZSZ!!!”. Naskakiwali na siebie, wybałuszali oczy, pluli w wysiłkach, trzeszczeli sobie prosto w twarze. W końcu, trzeszcząc przeraźliwie, zaczęli się tłuc dzidami o palmę pierwszeństwa. Kobiety nie miały nic do potrzeszczenia w tamtych czasach, więc spozierały dyskretnie z boku – nie śmiały zatrzeszczeć, mogąc zostać nadzianymi na oszczepy. Spór trwał do momentu wychynięcia z legowiska starszego grupy. Herszt poczłapał do kłębowiska trzeszczaków, wysłuchał uważnie poszczególnych wariantów, podumał, wydał wyrok: „TSZ-SZCZ!”. Po ciężkiej pracy, w stylu rasowego zarządcy, powrócił do biura by co rychlej zasnąć.

Czytaj dalej …