Idziemy trzy dżi! (Część I)

Idziemy trzy dżi!Znienacka, apartament Grzesia odwiedziła delegacja złożona z Ann, jej męża Johna oraz ich wrednej – wiecznie poszczekującej – suki Dzikuski. Zakomunikowali mu reformy internetowe: otóż likwidują telefoniczną linię stacjonarną, podążając z duchem modernizmu komórkowego.

Dotychczas hasał po sieci dzięki połączenieniu z modemem właścicieli wynajętego mieszkania, za co sumiennie płacił swoją dolę. Praktyczny dla niego układ trafiał szlag: albo zlekceważy kontakt ze światem multimedialnym, albo wykupi abonament na własną rękę. Nie przepadając za podpisywaniem jakichkolwiek kontraktów w RPA, stanął wobec trudnej sytuacji decyzyjnej.

Poprosił grzecznie o wyjaśnienie powodów nagłej zmiany orientacji cybernetycznej. „My idziemy trzy dżi!” – zakomunikowała z wyższością Ann. Mróżąc pewniacko oczy, John potwierdził: „Tak! Idziemy trzy dżi!”. Dzikuska szczeknęła aprobująco parę razy.

„Że co?!” – wykrztusił zbaraniałym głosem Grzesio. Ponownie usłyszał: idą trzy dżi („We are going 3G”).

Czytaj dalej …